Wywiad z prof. Timem de Zeeuw – dyrektorem generalnym Europejskiego Obserwatorium Południowego

Paweł Ziemnicki z planetarium Niebo Kopernika rozmawia z prof. Timem de Zeeuw, dyrektorem generalnym Europejskiego Obserwatorium Południowego.

Polska od 2012 roku należy do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a od sierpnia 2015 roku jest również członkiem Europejskiego Obserwatorium Południowego (ESO). W tym samym czasie w Chile dyrektorzy generalni tych organizacji Tim de Zeeuw z ESO oraz Johann-Dietrich Wörner z ESA niemal u podnóża Very Large Telescope (VLT), podpisali porozumienie o współpracy.

Bardzo Duży Teleskop (ang. Very Large Telescope, VLT) – należący do ESO zespół czterech teleskopów optycznych na wzgórzu Cerro Paranal (2635 m n.p.m.), na pustyni Atakama. Credit: ESO

Bardzo Duży Teleskop (ang. Very Large Telescope, VLT) – należący do ESO zespół czterech teleskopów optycznych na wzgórzu Cerro Paranal (2635 m n.p.m.), na pustyni Atakama. Credit: ESO

Paweł Ziemnicki: ESO jest raczej zrzeszeniem astronomicznym, podczas gdy ESA postrzegana jest głównie jako organizacja astronautyczna. Co sprawiło, że podjęliście współpracę?

Tim de Zeeuw: To bardzo celne pytanie. Generalnie ESA ma szersze zadania: buduje statki kosmiczne, rakiety, ale w swojej misji ma też badania naukowe. I dlatego współpracujemy od dawna. Wcześniej prowadziliśmy wspólne badania w obszarze planet pozasłonecznych, w przypadku których potrzebne są zarówno misje kosmiczne jak i obserwacje z Ziemi. Dla uzyskania kompletnych naukowych rezultatów najlepiej jest te działania połączyć. W ESO zajmujemy się też po części popularyzacją wyników badań uzyskiwanych przez ESA z użyciem Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. Wspólnie z Johannem-Dietrichem Wörnerem, nowym szefem ESA, stwierdziliśmy, że podpisanie porozumienia ramowego ułatwi i pozwoli zacieśnić naszą współpracę.

Co jest ważne w podpisanym porozumieniu?

Zależy nam na zwiększeniu naukowej wartości programów naukowych każdego z partnerów, dzięki ich lepszej koordynacji. Przykładowo, w ciągu 5-8 lat ESA wystrzeli sondę PLATO, która odnajdzie wiele nowych planet pozasłonecznych. Jednak żeby je kompleksowo zbadać, potrzebne będą spektrografy, które mamy w Chile. ESA nie rozpocznie misji bez gwarancji, że po niej nastąpią obserwacje odkrytych egzoplanet z Ziemi.

Jakimi rozwiązaniami technologicznymi będziecie się dzielić między sobą w najbliższej przyszłości?

Z pewnością będą one dotyczyły urządzeń badawczych. W badaniach naziemnych często używamy instrumentów identycznych z tymi, jakie montuje się na naukowych sondach kosmicznych.

Budowa nowoczesnych, wielkich i skomplikowanych teleskopów naziemnych coraz bardziej przypomina budowę statków kosmicznych. Oczywiście, sondy kosmiczne są mniejsze, żeby dało się je wynieść w przestrzeń kosmiczną. Muszą też być szczególnie niezawodne, bo kiedy znajdują się już w przestrzeni, nie ma do nich dostępu i nie można przeprowadzać napraw. Z obserwatoriami naziemnymi jest trochę podobnie. Często umieszcza się je w dalekich i trudno dostępnych miejscach, do których nikomu nie chce się często jeździć, żeby coś naprawić. Z tego powodu teleskopy naziemnie muszą być niemal tak niezawodne, jak kosmiczne.

Na zdjęciu: dyrektor generalny ESO (po prawej) i dyrektor generalny ESA podpisują porozumienie o współpracy. Credit: ESO/J. Girard

Na zdjęciu: dyrektor generalny ESO (po prawej) i dyrektor generalny ESA podpisują porozumienie o współpracy. Credit: ESO/J. Girard

Jakie są najbliższe cele naukowe ESA i ESO?

Z pewnością badania egzoplanet. Poza tym analiza gwiazd Drogi Mlecznej. Już teraz wspieramy realizację misji należącego do ESA satelity GAIA, który bada pozycje i ruch gwiazd naszej Galaktyki. Aby prowadzić te analizy z dużą precyzją ESA musi znać dokładną pozycję swojego satelity w przestrzeni. Tą właśnie kluczową informację zapewnia ESO. Każdej nocy obserwujemy sondę GAIA i mierzymy jej prędkość z dokładnością rzędu 2,5 mm na sek. Określamy dla ESA jej lokalizację na tle gwiazd. Dzięki tym danym naukowcy z ESA znają pozycję sondy i są w stanie bardzo precyzyjnie wyznaczać to, co ma obserwować.

Co więcej, GAIA odkryje wkrótce mnóstwo nowych, interesujących gwiazd. Później astronomowie będą chcieli zbadać je znacznie dokładniej niż pozwala na to aparatura na pokładzie satelity. Pełne zrozumienie fizyki tych gwiazd umożliwi naukowcom dopiero wykorzystanie teleskopów ESO. Więc znów, celem naszej współpracy będzie optymalizacja badań naukowych.

Czy jest możliwe, że w ciągu najbliższych dekad ESO zbuduje własnego satelitę, którego wystrzeli z pomocą ESA?

Pierwotnie ESO zostało założone w celu wybudowania dużego teleskopu na półkuli południowej. Obecnie naszą misją jest budowa światowej klasy urządzeń obserwacyjnych. Nie jest wcale powiedziane, że mają się znajdować „na południu” czy w ogóle „na Ziemi”. Mimo to, nie sądzę, żebyśmy mieli samodzielnie budować satelity. Dotychczasowy podział zadań między ESA i ESO dobrze się sprawdza. Obecnie najczęściej dzieje się tak, że obserwacje naziemne podążają za wynikami badań uzyskiwanych przez sondy kosmiczne. Ale nie musi tak być. Może zdarzyć się tak, że z Ziemi dostrzeżemy coś fascynującego, a żeby lepiej to zbadać, potrzebna będzie misja kosmiczna. Wtedy zwrócimy się do ESA. W końcu zajmujemy się tą samą nauką, niezależnie od tego czy patrzymy w niebo z Ziemi czy z kosmosu. Z drugiej strony kto wie, cieszylibyśmy się mogąc wystrzelić własnego satelitę.

Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) – największy na świecie interferometr radiowy, znajdujący się na płaskowyżu Chajnantor w Chilijskich Andach na wysokości ponad 5000 m n.p.m. Credit: ESO

Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA) – największy na świecie interferometr radiowy, znajdujący się na płaskowyżu Chajnantor w Chilijskich Andach na wysokości ponad 5000 m n.p.m. Credit: ESO

Przyszli astronauci muszą doskonale znać niebo, chociażby do celów nawigacyjnych. Czy są plany aby zorganizować w Chile szkolenia dla astronautów ESA?

Myślę, że oni przede wszystkim uczą się o niebie na uniwersytetach. Jednak kilka razy nas odwiedzali i bardzo podobały im się nasze instrumenty naukowe. Chętnie widziałbym u nas jakieś działanie na rzecz astronautów, ale na razie nie mamy takich planów. Sama ESA doskonale szkoli swoich astronautów.

Jakie mogą być najważniejsze korzyści z tej współpracy dla krajów takich jak Polska, które są członkami obu organizacji?

Dla większości krajów powody członkostwa w ESA i ESO się różnią. ESA daje możliwość udziału w misjach związanych z wystrzeliwaniem statków, rakietami, obserwacjami Ziemi i badaniami kosmosu. Członkostwo w tej organizacji to duma dla obywateli danego kraju z uczestniczenia w programie kosmicznym lub posiadania własnego programu.

Natomiast ESO przede wszystkim umożliwia prowadzenie badań naukowych astronomom. Niemniej budowa naszych urządzeń badawczych angażuje krajowe przemysły w stopniu nie mniejszym niż zadania realizowane na rzecz ESA. Dla władz krajowych, np. dla rządu polskiego, celem jest więc zarówno wspieranie astronomów w uprawianiu nauki, jak i pozyskiwanie zleceń dla rodzimego przemysłu.

Rozmawiał Paweł Ziemnicki z planetarium Niebo Kopernika